Nie ma to jak dobrze rozpocząć okres wakacyjny. Pierwszy lipcowy weekend to idealny moment na to, by połączyć odpoczynek ze złapaniem odpowiedniej perspektywy. Nasz wybór padł na San Giovanni Rotondo – punkt na mapie Włoch, który kojarzy chyba każdy, ale dopiero na żywo uderza swoją autentycznością. Pojechaliśmy do Apulii, by osobiście dotknąć historii człowieka, który wymykał się wszelkim schematom i medycznym diagnozom,
a wróciliśmy z konkretnymi obrazami i kilkoma ważnymi przemyśleniami.
Wyprawę warto zacząć od korzeni – starego kościółka kapucynów z urokliwą dzwonnicą, przy której rosną drzewa oliwne. To tutaj bije serce dawnego San Giovanni Rotondo, które przed wiekami było tylko małą, odciętą od świata wioską na kamienistym, suchym wzgórzu. To właśnie tam Ojciec Pio otrzymał stygmaty, które krwawiły przez dokładnie 50 lat.
Kiedy staje się przed zachowanym w nienaruszonym stanie drewnianym konfesjonałem, w którym zakonnik potrafił spędzać po kilkanaście godzin dziennie, człowiekowi towarzyszy głęboka cisza i wzruszenie. To niesamowity świadek historii. Jednocześnie należy pamiętać, że Ojciec Pio słynął z tego, że potrafił rzucić penitentowi prosto w twarz grzechy, o których ten zapomniał lub chciał je zataić. Nie tolerował fałszu.
Tuż obok, w ołtarzu głównym, wisi wizerunek Matki Bożej Łaskawej (Santa Maria delle Grazie). Patrząc na ten ciepły obraz, przed którym Stygmatyk spędzał długie godziny, można poczuć ogromną bliskość. Jako członkowie wspólnoty z Pszowa, żyjący pod opieką Matki Boskiej Uśmiechniętej, doskonale rozumiemy ten kierunek – to u Maryi szuka się siły do codziennej walki z własnymi słabościami.
Przejście ze starej części do nowszego kompleksu to krótka podróż przez uderzające kontrasty.
W przyklejonym do kościoła muzeum można zobaczyć absolutną prostotę życia zakonnika: m.in. skromną celę, zwykłe łóżko i wysłużone sandały. Warto wiedzieć, że to właśnie w tej surowej przestrzeni Ojciec Pio staczał fizyczne walki z demonami, które zostawiały na jego ciele realne sińce – zakonnicy nieraz słyszeli nocne hałasy dochodzące z jego pokoju.
Z tej surowej rzeczywistości przechodzi się płynnie do monumentalnego, nowoczesnego sanktuarium projektu słynnego architekta Renzo Piano. Ta ogromna przestrzeń pokryta jest tysiącami błyszczących, złotych mozaik, które prowadzą wprost do miejsca, gdzie w szklanym grobowcu spoczywa ciało Świętego. Widok dłoni pielgrzymów opartych o szybę grobowca, z zaciśniętymi na paciorkach różańcami, robi ogromne wrażenie. Pokazuje, że jego obietnica: „Po mojej śmierci będę robił więcej hałasu niż za życia”, realizuje się każdego dnia.
Zaraz obok kościołów rozciąga się monumentalna Droga Krzyżowa. Jej stacje położone są wzdłuż szerokich półkoli, otaczających kamienne schody, które pną się w górę wzgórza, ginąc pośród strzelistych cyprysów i bujnej zieleni. Po drodze cienia dodają rozłożyste oleandry i hibiskusy - tak w każdym razie orzekła Dorota, a ja przytaknąłem, żeby nie wyjść na ignoranta.
Jednak tym, co ostatecznie dopełnia fenomen tego miejsca, jest stojący nieopodal kolos – Casa Sollievo della Sofferenza (Dom Ulgi w Cierpieniu). Szpital, który założył Ojciec Pio, to dziś jeden z najnowocześniejszych instytutów medycznych we Włoszech. Często powtarzał, że w chorym człowieku cierpi sam Jezus, dlatego opieka musi być na najwyższym poziomie.
Wchodząc do środka, można zauwazyć mnóstwo pamiątek po Świętym – w tym poruszającą płaskorzeźbę przedstawiającą Ojca Pio spowiadającego pod skrzydłami św. Michała Archanioła, oraz pamiątkową tablicę, upamiętniającą historyczną wizytę Jana Pawła II z 1987 roku.
Co ciekawe, Karol Wojtyła pisał do Ojca Pio listy z prośbą o modlitwę za chorą na raka Wandę Półtawską jeszcze jako krakowski biskup. Ten miał odpowiedzieć: "Temu nie możemy odmówić". Już kilkanaście dni później biskup Wojtyła napisał kolejny list, tym razem z podziękowaniami za modlitwę i cudowne ozdrowienie chorej.
To niesamowite, jak drogi tych dwóch Świętych przecięły się na lata przed tym, zanim obaj zmienili oblicze współczesnego Kościoła.
San Giovanni Rotondo uczy, że świętość to nie wyretuszowane obrazki z modlitewników. To pot, zmęczenie, twarda walka z własnymi słabościami i – przede wszystkim – konkretna miłość przełożona na działanie. Ojciec Pio zostawił po sobie sanktuaria i potężny szpital, ale nie można pominąć ludzi, którzy do dziś odzyskują tam wewnętrzny pokój. Z takim właśnie zapasem dobrej energii i czystą głową wracamy do naszej codzienności, życząc każdemu z Was równie inspirującego początku wakacji.
Krótką fotorelację z naszego weekendowego wypadu możecie już teraz zobaczyć tutaj.
Na samym końcu albumu zostawiliśmy dwa kadry z zupełnie innego, mistycznego miejsca, które jest oddalone od San Giovanni Rotondo o ledwie dwadzieścia parę kilometrów. Zostawiamy je tam bez podpisu, bo ta zapierająca dech w piersiach przestrzeń to już zupełnie inna historia...
kontakt@wspolnotamatkimilosiernego.pl
wspolnotamatkimilosiernego@gmail.com
Created by Wspólnota Matki Miłosiernego